Moja śmierć i nowa perspektywa na życie.

 

Jednym z ćwiczeń, które zwykle proponuję ludziom rozeznającym swoje powołanie, jest przeżycie w wyobraźni swojej śmierci. Przerażające, prawda? Nie wszyscy są w stanie je odbyć, bo łączy się ono z silnymi emocjami. Niemniej jednak bez względu na to, czy ktoś spędzi na nim pół godziny czy tylko kilka sekund, budzące się emocje są w stanie pokazać rzeczy istotne dla podejmowania decyzji.

Ćwiczenie jest jedną z propozycji w naszym kursie Rozeznaj Powołanie.

Sytuacja śmierci zmienia całkowicie perspektywę rozumienia świata. Nagle, jakoś naturalnie, rzeczy porządkują się nam w głowie na te istotne i mało istotne. Budzą się zapomniane tęsknoty, odzywają najważniejsi ludzie i otwiera się perspektywa duchowa lub etyczna. Ta ostatnia wiąże się z prostymi pytaniami:

– czy moje życie było dobre?
– czy dałem radę?
– czy wykorzystałem szansę?
– czy żyłem w pełni?

To bardzo ciekawe pytania. Jestem pewien, że zadawane codziennie, zmieniłyby całkowicie nasze planowanie czasu i sposób przeżywania każdego punktu dnia.

 

Czego żałują umierający?

 

Natrafiłem ostatnio na książkę Bronnie Ware pt.: „The Top Five Regrets of the Dying”. Bronnie to pielęgniarka z Australii, która spędziła lata towarzysząc umierającym i rozmawiając z nimi. Wpadła na genialny pomysł, za który sam jestem jej mega wdzięczny, żeby spisać to, czego ludzie żałują umierając. Bardzo ciekawe, że niektóre tematy powtarzały się powalająco często. Myślę, że to super wskazówka, którą warto wziąć pod uwagę.

Nie zmuszam do czytania jej książki, więc wrzucam tutaj krótkie streszczenie tych pięciu podstawowych rzeczy, których ludzie żałują umierając:

  1. „Żałuję, że nie miałem odwagi żyć w prawdzie i szczerości z sobą samym, zamiast żyć według oczekiwań innych ludzi.” Umierając ludzie uświadamiają sobie, że tak naprawdę zawsze mieli wpływ na swoje życie i decyzje, ale nigdy z tego nie skorzystali. Tylu pragnieniom i marzeniom sami pozwolili umrzeć.
  2. „Żałuję, że tak bardzo oddałem się pracy.” Z rozmów Bronnie wynika, że to głównie żal mężczyzn. Żałują utratę najcenniejszych chwil z życia rodziny spowodowaną oddaniu się karierze i pracy.
  3. „Żałuję, że nie miałem odwagi okazywać swoich uczuć.” To bardzo trudny temat, bo dotyka rdzenia naszej tożsamości. Z różnych powodów (społecznych czy religijnych) ludzie uczą się, że uczucia są szkodliwe i nieakceptowalne. Wypierają je, wypierając potężną część swojej tożsamości. Z tym łączą się także różne choroby psychiczne i fizyczne. Ludzie czują, że nigdy nie mogli być w pełni sobą.
  4. „Żałuję, że nie utrzymałem kontaktu z przyjaciółmi.” Brak przyjaciół to największa tęsknota przy umieraniu. Ludzie sobie uświadamiają, że o przyjaźnie trzeba dbać, inwestować czas i energię, które zwykle przeznaczali na inne sprawy. Odkrywają, jak wiele ważnych ludzi zaniedbali i pozwolili im odejść. Szkoda.
  5. „Żałuję, że nie pozwoliłem sobie samemu być radośniejszym.” To punkt trochę odnoszący się do pierwszego. Ludzie odkrywają, że radość to wybór. Wybór, na który nigdy się nie zdecydowali. Przez lata bali się coś zmieniać, trwali w wyrobionych starych schematach i tradycjach. Udawali przed sobą i innymi, że są „szczęśliwi”. A tak naprawdę tęsknili za szczerym śmiechem i swobodnym wygłupianiem się.

Dla mnie najważniejszy wniosek z tych świadectw jest taki, że chyba jako ludzie nie do końca załapaliśmy tego, że życie jest prezentem. Dostałeś życie jako prezent, żeby się nim cieszyć i bawić. Jest twoje. Dla ciebie. To fundamentalna prawda wiary Chrześcijańskiej!

 

Czego żałują umierający katolicy?

 

No dobrze, ale ktoś spyta, gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg? I domyślnie chodzi pewnie o to, jak to wszystko ma się do wiary katolickiej? Jak wspomniałem przed chwilą, rozumienie swojego życia jako prezentu dla mnie jest fundamentem w duchowości chrześcijańskiej. Nie da się być „Żywym” (żyjącym w pełni) chrześcijaninem bez tej fundamentalnej wdzięczności, że jestem obdarowany za darmo życiem z całym jego pakietem opcji i możliwości.

(I mówię tu o realnej wdzięczności i realnym pakietem możliwości. Unikam pokrętnego tłumaczenia, że „jesteśmy wolni, ale nie wszystko to wolność, ale możemy wybrać wszystko, ale nie możemy wybrać.” Chyba wiesz, co mam tu na myśli…)

Jestem przekonany, że stając przed Bogiem po śmierci Pan Bóg z szerokim uśmiechem spyta nas: „Jak się bawiłeś?” I będzie mega zdziwiony, że nie bawiliśmy się wcale, bo uważaliśmy, że musimy pracować i „służyć” („służyć” rozumiem jako zmuszać się do bycia dla innych bez pozwalania sobie na radość z bycia dla siebie). Wierzę, że przyjęcie życia jako placu zabaw jest fundamentalne dla załapania duchowości chrześcijańskiej i przygotowania się do podejmowania mądrych decyzji, zgodnych z przykazaniem miłości. Z prostej wdzięczności, za darmowe życie i wachlarz opcji do wyboru, rodzi się hojność i radość, czyli autentyczne życie przykazaniem miłości.

To pytanie Boga „jak się bawiłeś?” jest dla mnie osobiście mocno budzące. Bo nagle okazuje się, że życie i jego jakość to moja decyzja i moja odpowiedzialność. Nie mogę powiedzieć Bogu „byłem smutny przez całe życie, bo musiałem „służyć” i pracować zgodnie z wymaganiami mojej religii”. Kto ci powiedział, że musisz? Kto ci powiedział, że nie możesz? (Pytanie Boga z ogrodu Eden. Opowiadam o tym na moim kanale YouTube w komentarzu do pierwszych słów Boga w Księdze Rodzaju, o czym napiszę jeszcze kiedyś krótki artykuł). To jest właśnie moment, o którym czytamy w świadectwach ludzi umierających.

Jest wśród nas cała masa ludzi smutnych którzy „muszą” i „nie mogą” i ten sam smutek wtłaczają innym. To jest bardzo niebezpieczna koncepcja, wypaczająca przesłanie Słowa Bożego. Według niej człowiek jest stworzony niewolnikiem i ma się podporządkować (drugiemu człowiekowi, systemowi, władzy, religii). A gdy życie robi się ciężkie z tego powodu, to dorabia się do tego teologię noszenia krzyża i znoszenia cierpienia z Chrystusem cierpiącym. Ale to nie ma nic wspólnego z Krzyżem i Chrystusem! Chrystus umarł po to, żebyśmy żyli, mieli życie w obfitości i żeby radość nasza była pełna (św. Jan w co drugim zdaniu). A nie po to, żebyśmy sami siebie torturowali i godzili się na życie wbrew sobie.

Takie życie jest po prostu grzechem, wbrew sobie, zaniedbującym wspaniały dar, nie pozwalającym na radość i Życie. To przykre, że niektórzy potrafią sobie wmawiać, że tak jest dobrze.

Te świadectwa to dzwonek wybudzający ze snu. Twoje życie jest w twoich rękach i tylko ty jesteś za nie odpowiedzialny. Tylko ty zmierzysz się z tymi pytaniami na łożu śmierci. Jeżeli jesteś w stanie wziąć ten prezent, dar i wycisnąć z niego pełnię Życia, to działaj! Po to został ci dany i to jest twoja odpowiedzialność, aby je posmakować w pełni. Jeżeli z tego zrezygnujesz, to możesz winić tylko siebie. Nie Boga, nie „wolę bożą”, nie rodziców, nie „krzyż”, nie partnera.

 

Zadanie na ten tydzień.

 

Wybierz jeden z dni i zaplanuj go tak, jakby miał być ostatnim dniem Twojego życia. A potem przeżyj go tak. Oczywiście uwzględnij realia (jak trzeba iść do pracy to trzeba iść do pracy, jak kogoś mogę spotkać tylko przez telefon to też tylko tak mogę go spotkać – jedyne co możesz tutaj zrobić, to dostosować się do tych realiów ze swoim planem). Co będziesz robić? Kogo spotkasz? Gdzie pójdziesz?

Wszystkie pytania z tego artykułu są także inspiracją do naszego najbliższego webinara, który odbędzie się w środę o 20:00. Chcesz do nas dołączyć, podzielić się i posłuchać? Zapisz się na nasz newsletter, żeby być poinformowanym o wszystkich spotkaniach i nowościach!

Albo napisz do nas bezpośrednio: rozeznajpowolanie@gmail.com

Powodzenia i do zobaczenia w środę!